Heej!
Miałam przedstawić wam kolejną
cześć wyprawowego Haulu, ale stwierdziłam, że opisze wam mój ciążowy przystanek –
szpital oraz moje doświadczenia z lekarzami. Do rzeczy. Jakiś czas temu
wybrałam się do doktorowej prowadzącej moją ciąże. Szłam jak zawsze wyluzowana,
bo na każdej wizycie było wszystko ok. Niestety tym razem okazało się inaczej,
według prowadzącej miałam wszelkie objawy porodu przedwczesnego. Dała
skierowanie do szpitala i już, OUT! Następna proszę!
W szpitalu zrobili badania i
czekałam, na wyniki i na kolejne badania… USG nie wykazało żadnych objawów
porodu. KTG nie wykazało żadnych objawów porodu. Badania krwi - wszystkie w
ciążowych normach. Ordynator stwierdził, że wychodzę na
następny dzień. Łącznie
spędziłam w szpitalu niespełna 48 godzin.
Na wypisie miałam diagnozę –
objawy porodu przedwczesnego. Zalecenia – odpoczynek, co doktorowa, która mnie
wypisywała przedstawiła jako leżenie, żadnych spacerów i dłuższego stania czy
siedzenia. Dopytywałam czemu mam takie rozpoznanie i zalecenia, skoro badania
są w normie. Odpowiedzią było tylko, że zostało to zdiagnozowane i mam się
stosować do zaleceń. WTF?!
Załamana wróciłam do domu. Wiem,
że zdrowie dziecka jest najważniejsze, ale ja po kilku dniach leżenia po prostu
dostawałam szału, źle się czułam, że nie mogę robić zwykłych rzeczy, ale nadszedł
wreszcie upragniony dzień kiedy musiałam wyjść z domu na kolejne obowiązkowe
USG w ciąży. Na badania chodziłam prywatnie bo w przychodniach, czy szpitalach
sprzęty pozostawiają wiele do życzenia. Opowiedziałam doktorowi moje przygody.
On zrobił USG i stwierdził: po pierwsze, że z dzieckiem wszystko ok., a po drugie
powiedział, że nie ma żadnych badań potwierdzających, że leżenie w ciąży
przedłuża czas jej trwania. Owszem odpoczynek jest wskazany w przypadku ciąż
zagrożonych przedwczesnym porodem, ale lekki spacer czy normalne zajęcia w domu
nie przyśpieszą porodu. Po prostu jak mam urodzić wcześniej to urodzę. Poza tym,
jego zdaniem, cześć lekarzy tak ma, że asekuruje się jak może. Więc czemu nie
mam się męczyć na leżąco do końca ciąży.
Od wizyty w szpitalu mijają
właśnie cztery tygodnie. Chodzę! Tzn. bardzo dużo odpoczywam, nie spaceruję
zbyt wiele, w porównaniu z czasami przed wizytą w szpitalu, ale nie leżę cały
czas. I po ostatniej wizycie kontrolnej okazało się, nic się nie zmieniło, nie
ma dalszego postępu, według mojej prowadzącej, nawet stwierdziła, że spokojnie
donoszę ciążę do odpowiedniego tygodnia. Aha, żeby nie było jedyne leki jakie
zostały mi przepisane ze szpitala to luteina i magnez, więc raczej nic specjalnego.
Oczywiście nie chcę nikomu mówić,
że ma chodzić jak każą leżeć, ale w moim przypadku chodzenie nie było takim
złym rozwiązaniem.
Druga sprawa jaką chciałam
poruszyć to niekompetencja lekarzy. W ciąży chodziłam do dwóch lekarzy + wspomniany
wcześniej lekarz od USG, gdyby nie fakt, że przyjmuje tylko prywatnie pewnie
całą ciążę chodziłabym do niego.
Pierwszy z lekarzy było ok., tzn.
nie robił nic więcej co konieczne. Na moje pytania udzielał sensownych
odpowiedzi, niestety musiał nastąpić ten dzień gdy okazało się, że mam infekcję
dróg moczowych. Dostałam zlecenie na posiew i receptę na antybiotyk, tak tak,
przed wynikami posiewu. Oczywiście doktorek powiedział, żebym do niego
zadzwoniła za tydzień, będzie miał wyniki, to powie mi czy mam wykupić
antybiotyk czy będzie potrzebne coś innego. Zrobiłam jak powiedział, w rozmowie
telefonicznej usłyszałam tylko tyle, żebym antybiotyk wykupiła. Kupiłam, ale
coś w tym jest, że kobiety w ciąży mają jakiś szósty zmysł. Poszłam do
przychodni i z ciekawości poprosiłam o wyniki posiewu. Jak WÓŁ napisane było,
że substancja czynna w antybiotyku który mam brać nie działa akurat na bakterie
które ja mam;/ Wkurzona pojechałam do niego na prywatną wizytę i prawie mu te
wyniki rzuciłam w twarz, a on na to „faktycznie”. Serio? Przepisał mi inny
antybiotyk. I tyle mnie widział, jeszcze tego samego dnia umówiłam się na
wizytę do kolejnego lekarza, mojej aktualnej lekarki prowadzącej ciążę. Tu
również było różnie, jak miała humor to odpowiadała na wszystkie pytania z
uśmiechem, a jak humoru nie było to odpowiadała tylko „no przecież jest pani w
ciąży”. Znoszę to dzielnie, ale miałam z nią już dwa ekscesy…
Pierwszy. W czasie
ciąży miałam kontakt z osobą z rumieniem zakaźnym. Jak tylko się o tym
dowiedziałam, zadzwoniłam do doktor prowadzącej, która kazała mi jechać do
szpitala zakaźnego bo ona mi nic na to nie poradzi. I wtedy po raz kolejny
doktor od USG wykazał się super doświadczeniem, powiedział, żebym zrobiła
badania w kierunku rumienia, czy mam odporność czy też nie. Powiedział, że jak
chce mogę do niego z wynikami podjechać i ewentualnie zrobi USG, czy wszystko z
małą ok. Szczęśliwie okazało się, że musiałam już to przechodzić bo byłam na to
świństwo odporna. Doktorek spuentował całą sytuację tak: „jak Pani nie musi to
niech Pani nigdy nie jeździ do szpitala zakaźnego, a w ciąży to nawet niech
Pani na niego nie patrzy” taki żartowniś z niego. Wtedy po raz pierwszy nie
mogłam liczyć na moją prowadzącą. Drugi eksces, z wynikami badań, tym razem
chodziło o dość znacznie podwyższone d-dimery. Zleciła mi badania, na wizycie
powiedziała, że wszystko w normie, ale wyników to już chyba nie przejrzała;/ To
ja po zapoznaniu się z nimi, na następnej wizycie zwróciłam jej na to uwagę. W
odpowiedzi usłyszałam „oj, to trzeba kontrolować” i dała skierowanie na kolejne
badanie.
Morał tej bajki jest taki,
przeglądajcie wszystko co dają wam lekarze, przeglądajcie wszystko to czego Wam
nie dają lekarze i uważnie sprawdzajcie, bo mam wrażenie, że jeżeli sami o
siebie nie zadbamy to nikt, nawet Ci którzy tak pięknie składają przysięgę
Hipokratesa, o nas nie zadbają, bo po prostu mają nas gdzieś. Oczywiście są
lekarze, którzy mają wiedzę i chęci, aby pomagać, ale trzeba mieć troszeczkę
szczęścia, żeby na nich trafić.
Czasami ręce opadają :/ też mam różne wspomnienia z lekarzami, doświadczenia porodowe itd. :/
OdpowiedzUsuńPoród zbliża się wielkimi krokami, liczę że ominą mnie nieprzyjemne niespodzianki, chociaż wszystkie koleżanki mówią żebym szykowała się na różne sytuacje, niekoniecznie miłe.
Usuńnie jesteś sama, ja również mam złe wspomnienia przed ciążą jak i po, ale to szkoda gadać, temat rzeka!
OdpowiedzUsuńczyli to dopiero początek... ehh mam nadzieję, że uda mi się wyłapać ewentualne błędy
Usuń