piątek, 4 sierpnia 2017

Ciążowe perypetie, szpital, niekompetencja?



Heej!

Miałam przedstawić wam kolejną cześć wyprawowego Haulu, ale stwierdziłam, że opisze wam mój ciążowy przystanek – szpital oraz moje doświadczenia z lekarzami. Do rzeczy. Jakiś czas temu wybrałam się do doktorowej prowadzącej moją ciąże. Szłam jak zawsze wyluzowana, bo na każdej wizycie było wszystko ok. Niestety tym razem okazało się inaczej, według prowadzącej miałam wszelkie objawy porodu przedwczesnego. Dała skierowanie do szpitala i już, OUT! Następna proszę!


W szpitalu zrobili badania i czekałam, na wyniki i na kolejne badania… USG nie wykazało żadnych objawów porodu. KTG nie wykazało żadnych objawów porodu. Badania krwi - wszystkie w ciążowych normach. Ordynator stwierdził, że wychodzę na następny dzień. Łącznie spędziłam w szpitalu niespełna 48 godzin. 


Na wypisie miałam diagnozę – objawy porodu przedwczesnego. Zalecenia – odpoczynek, co doktorowa, która mnie wypisywała przedstawiła jako leżenie, żadnych spacerów i dłuższego stania czy siedzenia. Dopytywałam czemu mam takie rozpoznanie i zalecenia, skoro badania są w normie. Odpowiedzią było tylko, że zostało to zdiagnozowane i mam się stosować do zaleceń. WTF?! 


Załamana wróciłam do domu. Wiem, że zdrowie dziecka jest najważniejsze, ale ja po kilku dniach leżenia po prostu dostawałam szału, źle się czułam, że nie mogę robić zwykłych rzeczy, ale nadszedł wreszcie upragniony dzień kiedy musiałam wyjść z domu na kolejne obowiązkowe USG w ciąży. Na badania chodziłam prywatnie bo w przychodniach, czy szpitalach sprzęty pozostawiają wiele do życzenia. Opowiedziałam doktorowi moje przygody. On zrobił USG i stwierdził: po pierwsze, że z dzieckiem wszystko ok., a po drugie powiedział, że nie ma żadnych badań potwierdzających, że leżenie w ciąży przedłuża czas jej trwania. Owszem odpoczynek jest wskazany w przypadku ciąż zagrożonych przedwczesnym porodem, ale lekki spacer czy normalne zajęcia w domu nie przyśpieszą porodu. Po prostu jak mam urodzić wcześniej to urodzę. Poza tym, jego zdaniem, cześć lekarzy tak ma, że asekuruje się jak może. Więc czemu nie mam się męczyć na leżąco do końca ciąży.


Od wizyty w szpitalu mijają właśnie cztery tygodnie. Chodzę! Tzn. bardzo dużo odpoczywam, nie spaceruję zbyt wiele, w porównaniu z czasami przed wizytą w szpitalu, ale nie leżę cały czas. I po ostatniej wizycie kontrolnej okazało się, nic się nie zmieniło, nie ma dalszego postępu, według mojej prowadzącej, nawet stwierdziła, że spokojnie donoszę ciążę do odpowiedniego tygodnia. Aha, żeby nie było jedyne leki jakie zostały mi przepisane ze szpitala to luteina i magnez, więc raczej nic specjalnego. 
Oczywiście nie chcę nikomu mówić, że ma chodzić jak każą leżeć, ale w moim przypadku chodzenie nie było takim złym rozwiązaniem.


Druga sprawa jaką chciałam poruszyć to niekompetencja lekarzy. W ciąży chodziłam do dwóch lekarzy + wspomniany wcześniej lekarz od USG, gdyby nie fakt, że przyjmuje tylko prywatnie pewnie całą ciążę chodziłabym do niego. 


Pierwszy z lekarzy było ok., tzn. nie robił nic więcej co konieczne. Na moje pytania udzielał sensownych odpowiedzi, niestety musiał nastąpić ten dzień gdy okazało się, że mam infekcję dróg moczowych. Dostałam zlecenie na posiew i receptę na antybiotyk, tak tak, przed wynikami posiewu. Oczywiście doktorek powiedział, żebym do niego zadzwoniła za tydzień, będzie miał wyniki, to powie mi czy mam wykupić antybiotyk czy będzie potrzebne coś innego. Zrobiłam jak powiedział, w rozmowie telefonicznej usłyszałam tylko tyle, żebym antybiotyk wykupiła. Kupiłam, ale coś w tym jest, że kobiety w ciąży mają jakiś szósty zmysł. Poszłam do przychodni i z ciekawości poprosiłam o wyniki posiewu. Jak WÓŁ napisane było, że substancja czynna w antybiotyku który mam brać nie działa akurat na bakterie które ja mam;/ Wkurzona pojechałam do niego na prywatną wizytę i prawie mu te wyniki rzuciłam w twarz, a on na to „faktycznie”. Serio? Przepisał mi inny antybiotyk. I tyle mnie widział, jeszcze tego samego dnia umówiłam się na wizytę do kolejnego lekarza, mojej aktualnej lekarki prowadzącej ciążę. Tu również było różnie, jak miała humor to odpowiadała na wszystkie pytania z uśmiechem, a jak humoru nie było to odpowiadała tylko „no przecież jest pani w ciąży”. Znoszę to dzielnie, ale miałam z nią już dwa ekscesy… 
Pierwszy. W czasie ciąży miałam kontakt z osobą z rumieniem zakaźnym. Jak tylko się o tym dowiedziałam, zadzwoniłam do doktor prowadzącej, która kazała mi jechać do szpitala zakaźnego bo ona mi nic na to nie poradzi. I wtedy po raz kolejny doktor od USG wykazał się super doświadczeniem, powiedział, żebym zrobiła badania w kierunku rumienia, czy mam odporność czy też nie. Powiedział, że jak chce mogę do niego z wynikami podjechać i ewentualnie zrobi USG, czy wszystko z małą ok. Szczęśliwie okazało się, że musiałam już to przechodzić bo byłam na to świństwo odporna. Doktorek spuentował całą sytuację tak: „jak Pani nie musi to niech Pani nigdy nie jeździ do szpitala zakaźnego, a w ciąży to nawet niech Pani na niego nie patrzy” taki żartowniś z niego. Wtedy po raz pierwszy nie mogłam liczyć na moją prowadzącą. Drugi eksces, z wynikami badań, tym razem chodziło o dość znacznie podwyższone d-dimery. Zleciła mi badania, na wizycie powiedziała, że wszystko w normie, ale wyników to już chyba nie przejrzała;/ To ja po zapoznaniu się z nimi, na następnej wizycie zwróciłam jej na to uwagę. W odpowiedzi usłyszałam „oj, to trzeba kontrolować” i dała skierowanie na kolejne badanie. 

Morał tej bajki jest taki, przeglądajcie wszystko co dają wam lekarze, przeglądajcie wszystko to czego Wam nie dają lekarze i uważnie sprawdzajcie, bo mam wrażenie, że jeżeli sami o siebie nie zadbamy to nikt, nawet Ci którzy tak pięknie składają przysięgę Hipokratesa, o nas nie zadbają, bo po prostu mają nas gdzieś. Oczywiście są lekarze, którzy mają wiedzę i chęci, aby pomagać, ale trzeba mieć troszeczkę szczęścia, żeby na nich trafić.

4 komentarze:

  1. Czasami ręce opadają :/ też mam różne wspomnienia z lekarzami, doświadczenia porodowe itd. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poród zbliża się wielkimi krokami, liczę że ominą mnie nieprzyjemne niespodzianki, chociaż wszystkie koleżanki mówią żebym szykowała się na różne sytuacje, niekoniecznie miłe.

      Usuń
  2. nie jesteś sama, ja również mam złe wspomnienia przed ciążą jak i po, ale to szkoda gadać, temat rzeka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli to dopiero początek... ehh mam nadzieję, że uda mi się wyłapać ewentualne błędy

      Usuń